To cholernie trudne pytanie, z którym zmagam się od bardzo dawna. Ilość kadrów, która pojawia się w momencie, gdy akurat sprzęt został w samochodzie czy gdzieś nie wiadomo gdzie, to jakaś złośliwość antyopatrzności, dlatego zawsze staram się mieć chociażby telefon komórkowy w kieszenie. Odkąd montują w nich coraz lepsze aparaty, widzę, że coraz częściej na nim polegam i nie zabieram ze sobą pewnego plecaka, od którego zaczyna się cała historia.

Na wstępie zaznaczę tylko, że ten wpis ma charakter sponsorowanego, ponieważ jest efektem naszej współpracy z firmą Sony, która jednocześnie ufundowała nagrodę dla Was w konkursie, o którym piszemy na zakończenie.

Wracając jednak do tego plecaka. Otóż półtora roku temu stwierdziłem, że już czas najwyższy lepiej zaopiekować się całym sprzętem, który ze sobą wozimy. Widok pęku kabli w dotychczasowym plecaku był strasznie frustrujący, bo za każdym razem musiałem wyjmować wszystko, aby znaleźć to, czego szukałem. Nie dawało to też poczucia większego bezpieczeństwa dla obiektywów czy tabletu. Ot, wszystko wrzucone do jednego wora – znacie pewnie taką sytuację.

Wybrałem sobie taki upragniony model, znalazłem go w sklepie w Australii. Czas dostawy w najtańszej opcji – morskiej – wynosił dwa miesiące. Trudno, pomyślałem sobie, poczekam. Zapłaciłem, zapomniałem, by po miesiącu dostać zwrot i informację, że jego produkcja została zamknięta. Gdybym tylko szybciej się zdecydował, ech – przemknęło mi w głowie. A że akurat zbliżały się święta, to nadal chciałem sobie sprawić prezent. W Poznaniu padał ładnie śnieg przez chwilę i otworzyli nowy sklep fotograficzny. Tam, ku mojej wielkiej uciesze, znalazłem ten plecak.

Przypadkowy kadr z Sarajewa

Mieści się do niego wszystko. Statyw, kable, obiektywy, tablet, przejściówki, telefony. Wszystko. Jest też oczywiście wielki i w pełni wyładowany waży z 12 kilogramów. Tak pojechaliśmy na Sri Lankę w styczniu tego roku. I było o niebo lepiej – wreszcie jak chciałem coś wyciągnąć, to zajmowało to sekundę. Zmiana obiektywów – była przyjemnością. Zwróciłem uwagę jednak na coś innego – coraz więcej zdjęć w szczególności na naszego fejsa i instagrama wrzucałem z telefonu. W przeciwieństwie do naszej pierwszej podróży na Cejlon, tym razem polepszyła się telefonii komórkowej i ultra tanie karty SIM wciśnięto nam już na lotnisku. Cieszyliśmy się z tego, bo znacznie łatwiej prowadziło nam się relację z pobytu. To był pierwszy sygnał, że coś się zmienia.

Dziś, im dłużej patrzę na ten plecak tym bardziej myślę, że fajnie przechowuje sprzęt, ale coraz rzadziej zabieram go ze sobą. Na ostatni wypad do Sarajewa po prostu go zapomniałem i dopiero w samolocie przypomniało mi się, że go nie mam. Tak, serio, zapomniałem.

Miałem już w kieszeni Sony Xperię Z1, której używamy od września. Skusiłem się jedną cyfrą – 20 milionów pikseli zrobiło na mnie spore wrażenie. Był to przeskok z poprzedniego modelu, a szczególną różnicę na korzyść Z1 widać, kiedy zdjęcia się mocno powiększy. Uznałem, że skoro i tak coraz częściej niechętnie patrzę na ten plecak, to czas spojrzeć w drugą stronę i przyjrzeć się dynamicznie rozwijającym się foto-telefonom.

W ramach współpracy postanowiliśmy stworzyć parę wpisów, gdzie zdjęcia byłyby wykonywane tylko tym telefonem. Bez niczego innego. Przyznam, że już tak w pełni świadomy tej decyzji, byłem trochę zdenerwowany. Wielkość obiektywu ma znaczenie i zawsze będzie sprawą nie do przeskoczenia jeśli porównamy aparaty w telefonach do lustrzanek, ale to wojna, w której jedna strona zawsze skazana jest na porażkę. Tu jednak pojawia się praktyka i rozsądza czasem na korzyść Dawida. Z drugiej strony – do każdych warunków można się przyzwyczaić i szybko okazało się, że wystarczy chwilę się pogimnastykować.

Sony Xperia Z1 – czeka na zwycięzcę

Przechodząc już do części konkursowej, chciałem Was zachęcić do dyskusji wokół pytania: Jak telefon może oryginalnie pomóc w relacjonowaniu podróży? Czy tylko sam fakt łączności wpływa na plus? Czy znacie aplikacje, które pomagają w szybszej obróbce? Kompleksowość i praktyka? – Swoje propozycje umieszczajcie w komentarzach pod tym wpisem.

Dla najciekawszej odpowiedzi mamy przygotowaną jedną Sony Xperię Z1, która czeka już na szczęśliwego zwycięzcę. Konkurs potrwa do poniedziałku 2 grudnia, zatem – nie zwlekajcie 🙂

***

ROZWIAZANIE! Wygrywa Lukasz za komentarz:

To prawda, że lepiej mieć jakieś zdjęcie niż nie mieć go wcale. Ja do niedawna byłem bardzo dużym przeciwnikiem robienia zdjęć telefonem.
Aparatu wbudowanego w komórkę, używałem co najwyżej do robienia zdjęć „praktycznych”, czyli cen w markecie budowlanym czy elektronicznym, jakieś fakturki czy inne rzeczy które potem chciałem mieć pod ręką dla podglądu.

Moje podejście trochę zmieniło się gdy kupiłem smartfona konkurencyjnego dla Sony, powiedzmy, że jego nazwa zaczyna się na S :) Oczywiście nie ulegam magii megapikseli, ale cyfra 8 ładnie wygląda na tyle obudowy. I okazało się, że smartfonem można jednak robić przyzwoite zdjęcia.
Później mój kolega pokazał mi Sony Xperię S, którą kręciliśmy filmiki i wyszły rewelacyjne.

Tak jak Kuba napisał, w fotografii bardzo istotny jest rozmiar matrycy oraz jakość obiektywu. Ale… tachać to wszystko, gdy pod ręką mamy telefon, który robi zdjęcia w jakości jakiej jeszcze niedawno robiły kompakty?

Co do głównego pytania, ja korzystam z prostej Apki, ale o dużych możliwościach – PicsArt. Można w łatwy sposób wykadrować, obrócić i obrobić zdjęcie i szybko wrzucić na fejsa czy Dropboxa.
Szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie obrabiania np. 100 zdjęć na telefonie (żadnym), ale kilka by na FB wrzucić – sama przyjemność.

Telefon oprócz funkcji foto, ma jeszcze kupę przydatnych, podróżniczych funkcji, o których chyba nie muszę przypominać: dostęp do Google Street View (i Maps oczywiście), dyktafon do zapisywania szybkich pomysłów czy robienia dźwiękowych relacji, latarka (ratowała życie nie raz), kompas (kiedyś się z niego śmiałem, ale później okazało się, że nie dość, że działa – to się jeszcze przydał).

Smartfony jeżeli umie się je odpowiednio wykorzystać – są smart :)

***

Gratulujemy!

P.S.
A tu jeszcze link do regulaminu 😉